Wypalenie zawodowe nauczycieli — gdy przestajesz wierzyć, że masz wpływ

Łukasz Zasada
Łukasz Zasada 9 min czytania
Wypalenie zawodowe nauczycieli — gdy przestajesz wierzyć, że masz wpływ

W nauczycielskim wypaleniu najbardziej boli nie zmęczenie. Zmęczenie da się przespać. Boli moment, w którym stajesz przed klasą i po raz pierwszy myślisz, że to i tak niczego nie zmieni.

To jest inny stan niż „mam ciężki rok”. I prowadzi gdzie indziej.

Wypalenie zawodowe nauczycieli w liczbach – co pokazują badania nauczycieli?

Wyczerpanie zauważa u siebie 67,5 proc. nauczycieli, poczucie braku sensu własnej pracy 57,3 proc., a odczuwany stres 52,5 proc. To wyniki ogólnopolskiego badania dobrostanu zawodowego nauczycieli, przeprowadzonego na przełomie lutego i marca 2023.

Sama liczba niewiele mówi, dopóki nie zestawi się jej z drugą z tego samego badania: ponad 63 proc. nauczycieli odczuwa wysoki albo bardzo wysoki sens swojej pracy.

72% odpytywanych w raporcie z ogólnopolskiego badania na temat ryzyka psychologicznego i stresu w zawodzie nauczyciela nie potrafi jednoznacznie powiedzieć, że pozostanie w swoim zawodzie.

To nie jest sprzeczność, tylko dwie różne rzeczy mierzone osobno. Nauczyciele wypadli jednocześnie jako grupa bardzo mocno zaangażowana i bardzo wyczerpana. Autorzy raportu opisali to “ludzie pochłonięci swoim zajęciem, którym równolegle kończą się zasoby”.

I to jest zdanie, po które warto tu przyjść: nie jesteś wypalony dlatego, że przestało ci zależeć. Jesteś wypalony, bo nadal ci zależy, tylko warunki się nie zmieniają.

Jest w tym badaniu jeszcze jeden wynik, który obala rzecz powtarzaną w każdym pokoju nauczycielskim. Wiek, staż, stopień awansu ani to, czy uczysz na wsi, czy w mieście, nie różnicowały poczucia dobrostanu zawodowego. Trzydziestolatek po trzech latach w szkole i nauczycielka z dwudziestoletnim stażem są w tym samym miejscu statystyki.

Dlaczego nauczyciele wypalają się inaczej niż inne grupy zawodowe?

Bo w szkole pierwsze idzie poczucie wpływu, a nie siły. Mechanizm wypalenia jest w każdym zawodzie ten sam — opisałem go w tekście o tym, czym jest wypalenie zawodowe i dlaczego urlop go nie leczy — ale różni się tym, co odbiera najpierw.

Bierze się to z rzeczy, która w innych zawodach nie występuje w takim natężeniu: efekty twojej pracy widać po latach albo nie widać ich wcale. Programista wie w piątek, czy kod działa. Handlowiec zna liczby na koniec miesiąca. Ty prowadzisz klasę przez trzy lata i nie dowiesz się, co z tego zostało, bo ci ludzie wyjdą ze szkoły i już nie wrócą powiedzieć.

Dopóki masz poczucie, że to jednak ma sens, ten brak potwierdzenia jest do zniesienia. Kiedy zaczyna go brakować, praca zamienia się w realizowanie podstawy programowej dla nikogo.

Co daje, a co zabiera praca w szkole?

Daje poczucie sensu, jakiego większość ludzi nie ma w pracy w ogóle. Zabiera cztery role, na które nikt cię nie przygotował. I to pierwsze jest częścią problemu, nie przeciwwagą dla niego.

Ten zawód daje moment, w którym ktoś rozumie coś, czego nie rozumiał godzinę temu. Daje rytm roku, wakacje, relacje z ludźmi, którzy pamiętają cię przez następne dwadzieścia lat. Daje pewność, że robisz coś, co ma znaczenie.

I dlatego jest tak trudno odejść. Z pracy bez sensu wychodzi się łatwo. Z pracy, która sens miała i przestała, wychodzi się jak z relacji.

Zabiera natomiast rzecz, o której w opisie zawodu nie ma ani słowa. Jesteś zatrudniony jako nauczyciel przedmiotu, a pracujesz jako wychowawca, psycholog, mediator i opiekun — bez przeszkolenia w trzech z tych czterech ról, bez czasu na nie w planie i bez kogokolwiek, kto zapyta, jak się z tym czujesz.

Do tego dochodzi dysproporcja, którą trudno przestać zauważać: między tym, ile w tę pracę wkładasz, a tym, ile z niej dostajesz z powrotem: w pieniądzach, w uznaniu i w tym, jak o twoim zawodzie mówi się publicznie.

Jak wygląda jeden dzień z życia nauczyciela? I dlaczego może on powodować wypalenie?

Wstajesz przed szóstą. Pierwsze cztery godziny idą gładko, bo w klasie jesteś dobry i to nadal jest ta część, którą lubisz. Na przerwie dowiadujesz się, że matka jednego z uczniów napisała skargę, bo jej syn dostał trójkę z pracy, którą oddał po terminie.

Piąta lekcja: Ania z klasy piątej zostaje po dzwonku i mówi ci o czymś, co dzieje się u niej w domu. Masz siedem minut do następnej lekcji. Nie jesteś psychologiem, psychologa w szkole nie ma w środy, a Ania przyszła do ciebie, bo uznała, że jesteś dorosłym, któremu można powiedzieć. Wchodzisz na szóstą lekcję i prowadzisz ją normalnie.

Po południu masz do sprawdzenia ponad sto prac. Nie sto pięćdziesiąt minut pracy, tylko sto decyzji: co podkreślić, co odpuścić, jak napisać komentarz, żeby ktoś go przeczytał. Kończysz o dwudziestej drugiej.

A potem przychodzi dzień wypłaty. Patrzysz na kwotę, która nie ma żadnego związku z tym tygodniem, i wchodzisz wieczorem do internetu, gdzie ktoś znowu pisze o dwóch miesiącach wakacji i osiemnastu godzinach.

Żadne z tych zdarzeń nie jest katastrofą. Katastrofą jest to, że to był zwyczajny dzień, i że jutro będzie taki sam.

Przyczyny wypalenia zawodowego nauczycieli – od dnia wypłaty po komentarze w internecie

Przyczyny leżą w warunkach pracy, nie w odporności nauczyciela. W rozmowach wracają cztery: obciążenie, którego nie widać w planie, praca emocjonalna bez zaplecza, rozjazd między wkładem a uznaniem oraz publiczny obraz zawodu.

  1. Obciążenie, którego nie widać w planie. Osiemnaście godzin przy tablicy to nie jest osiemnaście godzin pracy i każdy w tym zawodzie o tym wie. Nikt tylko tego nie liczy: ani dyrekcja, ani rodzice, ani przepisy.
  1. Praca emocjonalna bez zaplecza. Codziennie masz kontakt z dziećmi w trudnych sytuacjach i codziennie reagujesz najlepiej, jak umiesz. Nikt cię do tego nie przygotował i nikt potem nie pyta, co z tobą zostaje.
  1. Rozjazd między wkładem a uznaniem. Dzień wypłaty jest tu tylko symbolem. Chodzi o powtarzalny komunikat, że to, co robisz, jest warte mniej, niż kosztuje cię to naprawdę.
  1. Publiczny obraz zawodu. Komentarz o wakacjach pod byle artykułem sam w sobie nic nie znaczy. Powtórzony przez piętnaście lat robi z niego tło, w którym pracujesz.

Każdą z tych czterech rzeczy da się zmienić decyzją, która nie należy do ciebie. To dlatego wysiłek wkładany w „lepsze radzenie sobie” tak rzadko cokolwiek daje.

Objawy wypalenia zawodowego u pracownika oświaty – po czym je poznać?

Po tym, że najpierw znika wszystko ponad obowiązkowe minimum, a lekcje idą dalej normalnie. Wypalony nauczyciel zwykle nadal prowadzi lekcje i zwykle prowadzi je poprawnie. Dlatego tak długo nikt nie reaguje, łącznie z nim samym.

Pierwsze idą rzeczy nadprogramowe. Przestajesz proponować projekty, wycieczki, koła. Nie odmawiasz, po prostu już nic nie zgłaszasz. Potem zmienia się to, jak myślisz o uczniach. Zamiast konkretnego dziecka z konkretną sytuacją widzisz kolejny przypadek. To nie jest znieczulica, tylko oszczędzanie tego, co zostało.

Kontakt z rodzicami zaczyna przypominać przygotowanie do konfrontacji. Zebrania planujesz jak coś, co trzeba przetrwać. Zmienia się też niedziela. Popołudnie robi się nie do przejścia, a w poniedziałek rano jest paradoksalnie lepiej, bo już się dzieje.

Najpoważniejszy sygnał jest jednak inny i przychodzi zwykle jako myśl, której nie mówi się głośno: „mogę tu być albo mnie tu może nie być i dla tych dzieci to bez różnicy”. Kiedy pojawia się regularnie, to nie jest zmęczenie ani gorszy tydzień. To utrata poczucia wpływu, czyli rdzeń nauczycielskiego wypalenia.

Jedno zastrzeżenie, które traktuję poważnie: jeśli to, co cię najbardziej niepokoi, dotyczy zdrowia — snu, lęku, objawów z ciała — to rozmowa z lekarzem, nie z doradcą zawodowym. Formalne ścieżki w rodzaju urlopu dla poratowania zdrowia też są sprawą lekarza i dyrekcji, nie moją.

Zostać w zawodzie czy odejść? Trzy pytania zamiast porady

Odejść warto wtedy, gdy problemem jest zawód, a nie ta konkretna szkoła — i te dwie rzeczy da się rozdzielić trzema pytaniami. Odpowiadaj na nie osobno, bo mieszanie ich jest powodem, dla którego ta decyzja potrafi ciągnąć się latami.

  1. Czy problemem jest ta szkoła, czy ten zawód? Wyobraź sobie, że od września uczysz tego samego przedmiotu, ale w innej placówce, z inną dyrekcją i innym zespołem. Ulga czy obojętność? Jeśli ulga, mówimy o zmianie miejsca pracy, nie o odejściu z zawodu. To znacznie mniejsza decyzja, niż ci się wydaje.
  2. Co konkretnie musiałoby się zmienić, żebyś został? Wymień trzy rzeczy z liczbami i nazwami: wymiar godzin, liczba uczniów w klasie, konkretne wsparcie przy trudnych sytuacjach, zdjęcie jednej roli. Jeśli nie umiesz wymienić trzech, problemem prawdopodobnie nie są warunki. Jeśli umiesz, masz materiał na rozmowę z dyrekcją, a nie na wypowiedzenie.
  3. Czy nadal chcesz mieć wpływ, czy już nie chcesz? To jest pytanie o kierunek, nie o szkołę. Człowiek, który chce mieć wpływ i nie ma go tutaj, szuka miejsca, gdzie go odzyska — czasem poza szkołą, ale w edukacji: w szkoleniach, w metodyce, w pracy z dorosłymi, w tworzeniu materiałów. Człowiek, który przestał chcieć, potrzebuje najpierw odpoczynku, a decyzji dopiero potem.

Odejście z zawodu po latach jest osobną drogą i wymaga planu, nie postanowienia w lipcu. Napisałem o tym w tekstach o tym, jak się przebranżowić i zmienić zawód oraz o zmianie pracy po czterdziestce.

Kiedy warto porozmawiać o tym z kimś z zewnątrz?

Kiedy przeszedłeś przez te trzy pytania i utknąłeś na drugim albo trzecim. Nauczyciele mają w tej sytuacji specyficzny problem: rzadko mają z kim o tym rozmawiać. W pokoju nauczycielskim wszyscy są w tym samym stanie, więc rozmowa kończy się na wspólnym narzekaniu, które ulżyć potrafi, ale niczego nie rozstrzyga. W domu też trudno, bo bliscy szybko przechodzą do „to odejdź”, a to nie jest odpowiedź na pytanie, które sobie zadajesz.

W doradztwie zawodowym online pracuję nad tym, co realnie jest do wyboru: co da się przenieść z tych piętnastu lat gdzie indziej, co jest do renegocjowania na miejscu i w jakiej kolejności to robić, żeby nie zostać we wrześniu bez pracy i bez planu.

Umów wstępną rozmowę. Nie musisz przychodzić z gotową decyzją — częściej przychodzi się właśnie bez niej.

Łukasz Zasada

O autorze

Łukasz Zasada

Na co dzień wspieram osoby i zespoły w kryzysie zawodowym i procesie zmiany. Latami pracowałem z ludźmi pod presją w międzynarodowych zespołach jako koordynator ds. bezpieczeństwa psychicznego i obciążeń mentalnych. Ponad 20 lat doświadczeń przekładam na konkretne wsparcie. Jestem w trakcie 4,5-letniej szkoły psychoterapii (systemowo-ericksonowskiej).

Zastanawiasz się jak zrobić pierwszy krok?
Porozmawiajmy!

Napisz e-mail, zadzwoń lub umów się na rozmowę