W nauczycielskim wypaleniu najbardziej boli nie zmęczenie. Zmęczenie da się przespać. Boli moment, w którym stajesz przed klasą i po raz pierwszy myślisz, że to i tak niczego nie zmieni.
To jest inny stan niż „mam ciężki rok”. I prowadzi gdzie indziej.
Wypalenie zawodowe nauczycieli w liczbach – co pokazują badania nauczycieli?
Wyczerpanie zauważa u siebie 67,5 proc. nauczycieli, poczucie braku sensu własnej pracy 57,3 proc., a odczuwany stres 52,5 proc. To wyniki ogólnopolskiego badania dobrostanu zawodowego nauczycieli, przeprowadzonego na przełomie lutego i marca 2023.
Sama liczba niewiele mówi, dopóki nie zestawi się jej z drugą z tego samego badania: ponad 63 proc. nauczycieli odczuwa wysoki albo bardzo wysoki sens swojej pracy.
72% odpytywanych w raporcie z ogólnopolskiego badania na temat ryzyka psychologicznego i stresu w zawodzie nauczyciela nie potrafi jednoznacznie powiedzieć, że pozostanie w swoim zawodzie.
To nie jest sprzeczność, tylko dwie różne rzeczy mierzone osobno. Nauczyciele wypadli jednocześnie jako grupa bardzo mocno zaangażowana i bardzo wyczerpana. Autorzy raportu opisali to “ludzie pochłonięci swoim zajęciem, którym równolegle kończą się zasoby”.
I to jest zdanie, po które warto tu przyjść: nie jesteś wypalony dlatego, że przestało ci zależeć. Jesteś wypalony, bo nadal ci zależy, tylko warunki się nie zmieniają.
Jest w tym badaniu jeszcze jeden wynik, który obala rzecz powtarzaną w każdym pokoju nauczycielskim. Wiek, staż, stopień awansu ani to, czy uczysz na wsi, czy w mieście, nie różnicowały poczucia dobrostanu zawodowego. Trzydziestolatek po trzech latach w szkole i nauczycielka z dwudziestoletnim stażem są w tym samym miejscu statystyki.
Dlaczego nauczyciele wypalają się inaczej niż inne grupy zawodowe?
Bo w szkole pierwsze idzie poczucie wpływu, a nie siły. Mechanizm wypalenia jest w każdym zawodzie ten sam — opisałem go w tekście o tym, czym jest wypalenie zawodowe i dlaczego urlop go nie leczy — ale różni się tym, co odbiera najpierw.
Bierze się to z rzeczy, która w innych zawodach nie występuje w takim natężeniu: efekty twojej pracy widać po latach albo nie widać ich wcale. Programista wie w piątek, czy kod działa. Handlowiec zna liczby na koniec miesiąca. Ty prowadzisz klasę przez trzy lata i nie dowiesz się, co z tego zostało, bo ci ludzie wyjdą ze szkoły i już nie wrócą powiedzieć.
Dopóki masz poczucie, że to jednak ma sens, ten brak potwierdzenia jest do zniesienia. Kiedy zaczyna go brakować, praca zamienia się w realizowanie podstawy programowej dla nikogo.
Co daje, a co zabiera praca w szkole?
Daje poczucie sensu, jakiego większość ludzi nie ma w pracy w ogóle. Zabiera cztery role, na które nikt cię nie przygotował. I to pierwsze jest częścią problemu, nie przeciwwagą dla niego.
Ten zawód daje moment, w którym ktoś rozumie coś, czego nie rozumiał godzinę temu. Daje rytm roku, wakacje, relacje z ludźmi, którzy pamiętają cię przez następne dwadzieścia lat. Daje pewność, że robisz coś, co ma znaczenie.
I dlatego jest tak trudno odejść. Z pracy bez sensu wychodzi się łatwo. Z pracy, która sens miała i przestała, wychodzi się jak z relacji.
Zabiera natomiast rzecz, o której w opisie zawodu nie ma ani słowa. Jesteś zatrudniony jako nauczyciel przedmiotu, a pracujesz jako wychowawca, psycholog, mediator i opiekun — bez przeszkolenia w trzech z tych czterech ról, bez czasu na nie w planie i bez kogokolwiek, kto zapyta, jak się z tym czujesz.
Do tego dochodzi dysproporcja, którą trudno przestać zauważać: między tym, ile w tę pracę wkładasz, a tym, ile z niej dostajesz z powrotem: w pieniądzach, w uznaniu i w tym, jak o twoim zawodzie mówi się publicznie.
Jak wygląda jeden dzień z życia nauczyciela? I dlaczego może on powodować wypalenie?
Wstajesz przed szóstą. Pierwsze cztery godziny idą gładko, bo w klasie jesteś dobry i to nadal jest ta część, którą lubisz. Na przerwie dowiadujesz się, że matka jednego z uczniów napisała skargę, bo jej syn dostał trójkę z pracy, którą oddał po terminie.
Piąta lekcja: Ania z klasy piątej zostaje po dzwonku i mówi ci o czymś, co dzieje się u niej w domu. Masz siedem minut do następnej lekcji. Nie jesteś psychologiem, psychologa w szkole nie ma w środy, a Ania przyszła do ciebie, bo uznała, że jesteś dorosłym, któremu można powiedzieć. Wchodzisz na szóstą lekcję i prowadzisz ją normalnie.
Po południu masz do sprawdzenia ponad sto prac. Nie sto pięćdziesiąt minut pracy, tylko sto decyzji: co podkreślić, co odpuścić, jak napisać komentarz, żeby ktoś go przeczytał. Kończysz o dwudziestej drugiej.
A potem przychodzi dzień wypłaty. Patrzysz na kwotę, która nie ma żadnego związku z tym tygodniem, i wchodzisz wieczorem do internetu, gdzie ktoś znowu pisze o dwóch miesiącach wakacji i osiemnastu godzinach.
Żadne z tych zdarzeń nie jest katastrofą. Katastrofą jest to, że to był zwyczajny dzień, i że jutro będzie taki sam.
Przyczyny wypalenia zawodowego nauczycieli – od dnia wypłaty po komentarze w internecie
Przyczyny leżą w warunkach pracy, nie w odporności nauczyciela. W rozmowach wracają cztery: obciążenie, którego nie widać w planie, praca emocjonalna bez zaplecza, rozjazd między wkładem a uznaniem oraz publiczny obraz zawodu.
- Obciążenie, którego nie widać w planie. Osiemnaście godzin przy tablicy to nie jest osiemnaście godzin pracy i każdy w tym zawodzie o tym wie. Nikt tylko tego nie liczy: ani dyrekcja, ani rodzice, ani przepisy.
- Praca emocjonalna bez zaplecza. Codziennie masz kontakt z dziećmi w trudnych sytuacjach i codziennie reagujesz najlepiej, jak umiesz. Nikt cię do tego nie przygotował i nikt potem nie pyta, co z tobą zostaje.
- Rozjazd między wkładem a uznaniem. Dzień wypłaty jest tu tylko symbolem. Chodzi o powtarzalny komunikat, że to, co robisz, jest warte mniej, niż kosztuje cię to naprawdę.
- Publiczny obraz zawodu. Komentarz o wakacjach pod byle artykułem sam w sobie nic nie znaczy. Powtórzony przez piętnaście lat robi z niego tło, w którym pracujesz.
Każdą z tych czterech rzeczy da się zmienić decyzją, która nie należy do ciebie. To dlatego wysiłek wkładany w „lepsze radzenie sobie” tak rzadko cokolwiek daje.
Objawy wypalenia zawodowego u pracownika oświaty – po czym je poznać?
Po tym, że najpierw znika wszystko ponad obowiązkowe minimum, a lekcje idą dalej normalnie. Wypalony nauczyciel zwykle nadal prowadzi lekcje i zwykle prowadzi je poprawnie. Dlatego tak długo nikt nie reaguje, łącznie z nim samym.
Pierwsze idą rzeczy nadprogramowe. Przestajesz proponować projekty, wycieczki, koła. Nie odmawiasz, po prostu już nic nie zgłaszasz. Potem zmienia się to, jak myślisz o uczniach. Zamiast konkretnego dziecka z konkretną sytuacją widzisz kolejny przypadek. To nie jest znieczulica, tylko oszczędzanie tego, co zostało.
Kontakt z rodzicami zaczyna przypominać przygotowanie do konfrontacji. Zebrania planujesz jak coś, co trzeba przetrwać. Zmienia się też niedziela. Popołudnie robi się nie do przejścia, a w poniedziałek rano jest paradoksalnie lepiej, bo już się dzieje.
Najpoważniejszy sygnał jest jednak inny i przychodzi zwykle jako myśl, której nie mówi się głośno: „mogę tu być albo mnie tu może nie być i dla tych dzieci to bez różnicy”. Kiedy pojawia się regularnie, to nie jest zmęczenie ani gorszy tydzień. To utrata poczucia wpływu, czyli rdzeń nauczycielskiego wypalenia.
Jedno zastrzeżenie, które traktuję poważnie: jeśli to, co cię najbardziej niepokoi, dotyczy zdrowia — snu, lęku, objawów z ciała — to rozmowa z lekarzem, nie z doradcą zawodowym. Formalne ścieżki w rodzaju urlopu dla poratowania zdrowia też są sprawą lekarza i dyrekcji, nie moją.
Zostać w zawodzie czy odejść? Trzy pytania zamiast porady
Odejść warto wtedy, gdy problemem jest zawód, a nie ta konkretna szkoła — i te dwie rzeczy da się rozdzielić trzema pytaniami. Odpowiadaj na nie osobno, bo mieszanie ich jest powodem, dla którego ta decyzja potrafi ciągnąć się latami.
- Czy problemem jest ta szkoła, czy ten zawód? Wyobraź sobie, że od września uczysz tego samego przedmiotu, ale w innej placówce, z inną dyrekcją i innym zespołem. Ulga czy obojętność? Jeśli ulga, mówimy o zmianie miejsca pracy, nie o odejściu z zawodu. To znacznie mniejsza decyzja, niż ci się wydaje.
- Co konkretnie musiałoby się zmienić, żebyś został? Wymień trzy rzeczy z liczbami i nazwami: wymiar godzin, liczba uczniów w klasie, konkretne wsparcie przy trudnych sytuacjach, zdjęcie jednej roli. Jeśli nie umiesz wymienić trzech, problemem prawdopodobnie nie są warunki. Jeśli umiesz, masz materiał na rozmowę z dyrekcją, a nie na wypowiedzenie.
- Czy nadal chcesz mieć wpływ, czy już nie chcesz? To jest pytanie o kierunek, nie o szkołę. Człowiek, który chce mieć wpływ i nie ma go tutaj, szuka miejsca, gdzie go odzyska — czasem poza szkołą, ale w edukacji: w szkoleniach, w metodyce, w pracy z dorosłymi, w tworzeniu materiałów. Człowiek, który przestał chcieć, potrzebuje najpierw odpoczynku, a decyzji dopiero potem.
Odejście z zawodu po latach jest osobną drogą i wymaga planu, nie postanowienia w lipcu. Napisałem o tym w tekstach o tym, jak się przebranżowić i zmienić zawód oraz o zmianie pracy po czterdziestce.
Kiedy warto porozmawiać o tym z kimś z zewnątrz?
Kiedy przeszedłeś przez te trzy pytania i utknąłeś na drugim albo trzecim. Nauczyciele mają w tej sytuacji specyficzny problem: rzadko mają z kim o tym rozmawiać. W pokoju nauczycielskim wszyscy są w tym samym stanie, więc rozmowa kończy się na wspólnym narzekaniu, które ulżyć potrafi, ale niczego nie rozstrzyga. W domu też trudno, bo bliscy szybko przechodzą do „to odejdź”, a to nie jest odpowiedź na pytanie, które sobie zadajesz.
W doradztwie zawodowym online pracuję nad tym, co realnie jest do wyboru: co da się przenieść z tych piętnastu lat gdzie indziej, co jest do renegocjowania na miejscu i w jakiej kolejności to robić, żeby nie zostać we wrześniu bez pracy i bez planu.
Umów wstępną rozmowę. Nie musisz przychodzić z gotową decyzją — częściej przychodzi się właśnie bez niej.